niedziela, 8 grudnia 2013

Buraczana surowizna

Moja dzisiejsza propozycja może i nie jest specjalnie wykwintna, ale na pewno smaczna i zdrowa. 
Trójskładnikowe danie: grillowany łosoś, purée ziemniaczane z jarmużem oraz surówka z białej kapusty i buraków. Element, z którego najbardziej jestem dumny to surówka. Jest moim autorskim pomysłem i jej poświecę najwięcej uwagi.

Ale najpierw łosoś. Znamy mnóstwo sposobów na jego przygotowanie. Mój ulubiony to wcześniejsze marynowanie ryby przez co najmniej 20 min. (oczywiście jeśli czas pozwala) w oliwie, czarnym pieprzu, soli morskiej oraz limonce. Jak tylko mam możliwość wybieram ją zamiast cytryny. Uważam, że ma ciekawszy i delikatniejszy aromat. Marynata prosta i delikatna. Tymi założeniami staram się zawsze kierować przygotowując ryby. Najczęściej ich mięso jest na tyle smaczne samo w sobie, że dodawanie mocnych i intensywnych przypraw czy ziół staje się świętokradztwem.
Łososia upiekłem w piekarniku na ruszcie w 180 stopniach. W zależności od grubości kawałka, wystarczy 7-9 min pieczenia z każdej strony. Po tym czasie łosoś jest upieczony i nadal soczysty.


Purée ziemniaczane z jarmużem. Jest to moja wariacja na temat tradycyjnego irlandzkiego dania colcannon, o którym więcej pisałem w jednym z poprzednich postów. Tym razem jednak poeksperymentowałem. Ziemniaki ugotowałem w mleku. Ten sposób chodził za mną od dawna. Czytałem o nim, ale również gdzieś o nim słyszałem. W końcu spróbowałem i nie żałuję. Po rozgnieceniu purée jest bardziej gładkie, aksamitne i delikatne, niż purée z ziemniaków gotowanych w wodzie. Zdecydowanie polecam. Uwaga praktyczna: mleko trzeba uważnie pilnować, bo łatwo może wykipieć. Zamiast blanszowania, jarmuż przesmażyłem z czosnkiem. Nadało mu to ostrzejszego, bardziej wyrazistego smaku i aromatu.

Surówka. Połączenie białej kapusty i surowych buraków. Takie zestaw smaków ułożyłem sobie kiedyś w głowie i postanowiłem je w końcu zrealizować.
Drobno posiekaną kapustę zblanszowałem w osolonej wodzie dosłownie 2 min. i natychmiast przelałem zimną wodą, żeby zatrzymać proces gotowania. Pozostawiłem do odcedzenia. Obrane buraki starłem na tarce na grubych oczkach. Bardzo lubię surowe buraki, choć nie przypominam sobie, żebym je kiedykolwiek spotkał w takiej postaci w gotowej potrawie. Najczęściej są gotowane, pieczone lub przesmażane. Odkąd spróbowałem najbardziej smakują mi na surowo. Zawsze przygotowując barszcz podjadam po kawałeczku. Są słodkie i soczyste. 
Całość połączyłem prostym i klasycznym dressingiem. Cztery składniki: miód, musztarda (najlepiej ostra), sok z cytryny, oliwa z oliwek. Wszystko dobrze wymieszane. Opcjonalnie sól, pieprz do smaku. Dla mnie najbardziej uniwersalny dressing do sałatek i surówek. Smak surówki jest wyśmienity. Pikantność białej kapusty, lekko osłabiona blanszowaniem, zmieszana ze słodyczą buraków. Do tego dressing łączący wszystkie smaki. Dwie rzeczy na pewno zmienię następnym razem. Bo co do tego, że surówka jest do powtórzenia, nie mam najmniejszych wątpliwości. 
Po pierwsze, buraki pokroję w małą kostkę. Są bardzo soczyste, więc po starciu puściły dużo soku, przez co mocno rozwodniły dressig, osłabiając jego moc.
Po drugie, dodam garść posiekanych włoskich orzechów. Jestem pewny, że ich delikatna gorycz doskonale skomponuje się z resztą składników. No i dzięki nim każdy kęs surówki nabierze chrupkości.

Smacznego.




1 komentarz:

  1. Może i ja kiedyś zrobię taką sałatkę? Może nie, ale czyta się przyjemnie.

    OdpowiedzUsuń